Wywiad z Piotrem Słowikiem - absolwentem kierunku Informatyka

OBECNA AKTYWNOŚĆ ZAWODOWA
Na czym polega Pana obecna praca i/lub działalność społeczna?
PS: Prowadzę własną działalność i moim głównym klientem jest niemiecka firma GK Software. Jestem tam członkiem zespołu produktowego, co oznacza, że odpowiadam za “surowe” oprogramowanie, które następnie zespoły projektowe dostosowują pod indywidualne wymagania konkretnych klientów. Jako jeden z seniorów wdrażam nowe funkcjonalności, dostosowuję architekturę, mentoruję pozostałe osoby i dbam o jakość oraz higienę kodu przez tzw. code review. Chociaż oficjalnie zajmuję się frontendem, czyli częścią oprogramowania, z którą bezpośrednio ma się do czynienia z perspektywy użytkownika, dość szybko dostałem obowiązki związane generalnie z inżynierią oprogramowania. Mam tu na myśli rozwijanie procesów automatyzacyjnych, dbanie o zabezpieczenia i różne inne czynności niezwiązane ściśle z tym, żeby “guziczki robiły co należy”.
Dodatkowo, w nieco przypadkowy sposób wyewoluowała moja mała specjalizacja wewnątrz zespołu, a mianowicie jestem odpowiedzialny za wszystko, co znajduje się pomiędzy naszym produktem, a platformami spod szyldu nadgryzionego jabłka.
Jest to zatem dobry moment, aby przybliżyć czym właściwie jest ten rozwijany przeze mnie produkt. Nasz zespół odpowiada za oprogramowanie, które potrzebne jest do prowadzenia stacjonarnego biznesu. Mam tu na myśli nie tylko tradycyjne kasy, czy coraz popularniejsze kasy samoobsługowe. Z naszym systemem kasą stać się może dowolne urządzenie mobilne - tablet, telefon, nawet mały ręczny skaner znany już z pewnej niemieckiej sieci dużych supermarketów. Poza tym proponujemy warianty specjalistyczne, na przykład dla gastronomii, hotelarstwa czy stacji paliw. Mamy też oprogramowanie przydatne w globalnym zarządzaniu swoją siecią retail, a nawet modele sztucznej inteligencji, mogące przykładowo optymalizować detale łańcuchów dostaw albo dostosowywać ceny poszczególnych produktów w czasie rzeczywistym.
Na koniec mogę wspomnieć o mojej małej cegiełce w walce z dezinformacją w Internecie. Jest to rzecz, która naprawdę mnie martwi i w moich oczach jest niczym choroba trawiąca ciało nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Choć nie jestem autorem tej inicjatywy, to moje działania można obserwować na Facebooku, na stronie “Streszczam clickbaitowe nagłówki, żebyś nie musiał klikać”. Mam też nadzieję, że w niedalekiej przyszłości poszerzę grono wolontariuszy „Stowarzyszenia Demagog”. Jestem też wieloletnim dawcą krwi.
Jakie kwalifikacje i kompetencje są szczególnie ważne na Pana stanowisku pracy i/lub podejmowaniu działalności społecznej?
PS: Ciekawe, że w obu działalnościach ważne jest krytyczne myślenie i szukanie wśród źródeł. Myślę, że nie ma sensu przytaczać tutaj konkretnych technologii, których znajomość jest wymagana w mojej codziennej pracy. Postaram się wymienić parę ogólniejszych kompetencji, przydających się w każdej firmie z branży technologicznej.
Najważniejsze to chyba język angielski. Wiem, że w dzisiejszych czasach jest to banał, ale mam na myśli naprawdę swobodne posługiwanie się tym językiem. W mojej poprzedniej pracy zostałem liderem projektu dla pewnej firmy z południa Kalifornii. Odbyłem wiele rozmów bezpośrednio z szefem tej firmy i czułem, że traktuje mnie inaczej, z większym zaufaniem i pewnością, chociaż w późniejszej fazie mieliśmy w zespole osoby co najmniej z moimi kwalifikacjami technicznymi. Poza tym prawdziwą karierę można zbudować praktycznie tylko w środowisku międzynarodowym i możliwość zrozumienia akcentów z każdego końca świata (i każdego hrabstwa Wielkiej Brytanii) jest tutaj sporym atutem.
Kolejna rzecz może się także wydawać mało istotna, ale w firmach technologicznych można łatwo “zapunktować” reprezentując sobą tę umiejętność, gdyż generalnie panuje jej lekki deficyt, choć nie tak duży jak przedstawia się to w stereotypach. Chodzi mi o generalną komunikatywność i kompetencje interpersonalne. Zadawanie prawidłowych pytań, używanie języka dostosowanego pod konkretnego odbiorcę, a nawet zwykłe odezwanie się do drugiego człowieka, zamiast zakładania, że na pewno jest tak, jak nam się wydaje.
Jak wygląda Pana typowy i nietypowy dzień pracy?
PS: Typowy - kawa, daily standup, sprawdzenie stanu pipeline’ów uruchomionych dzień wcześniej, prośba o code review i wdrożenie mojej nowej funkcjonalności, a potem code review. Następnie spotkanie refinement, na którym omawiamy nadchodzące zadania i estymujemy ich pracochłonność. W końcu czas na napisanie trochę kodu. Na koniec dnia pomoc koledze z automatyzacją testów oraz uruchomienie pipeline’ów, które sprawdzę następnego dnia rano.
Nietypowy - ten sam początek, tylko tym razem pipeline wykrył, że zmiany w przeliczniku walut spowodowały, że wysypały się testy wagi w kasie samoobsługowej. Zastanawiam się, co może być przyczyną tego stanu rzeczy, w trakcie emergency meetingu, z którego i tak wyniknie, że musimy mieć jeszcze drugi emergency meeting. Rozwiązanie problemu z przelicznikiem może być aktualizacja pewnej biblioteki, jednak Apple jeszcze nie przygotował certyfikatu bezpieczeństwa dla jej zaktualizowanej wersji. Kontaktuję się z nimi wiedząc, że nie będzie ich interesować drobny fakt, że kasa samoobsługowa nigdy nie zostanie uruchomiona na ich sprzęcie. Przed końcem dnia jeszcze zastanawiamy się z kolegą, dlaczego w kodzie, który napisał, w pewnym konkretnym momencie dwa fałsze dają prawdę.
Czy w Pana przypadku możliwe było połączenie pracy zawodowej z pasją?
PS: Będąc brutalnie szczerym, programowanie nie jest moją pasją. Po prostu w końcu udało mi się znaleźć coś, w czym jestem zwyczajnie dobry. Kiedyś myślałem, że chciałbym pracować w game-devie i albo tworzyć same gry albo scenariusze do nich, jednak z biegiem czasu uznałem, że to nie dla mnie. Właściwie to nie jestem pewny czy chciałbym aby moja pasja byłaby jednocześnie moją pracą. Chyba wolałbym robić rzeczy sprawiające mi przyjemność dlatego, że chcę i mam na nie ochotę, a nie dlatego, że muszę. Chociaż znam to powiedzenie “Pracuj, robiąc to co kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia”. Nie jestem jednak przekonany czy się z nim zgadzam.
Jakie są obecnie największe wyzwania w Pana pracy?
PS: Zdecydowanie jest to sztuczna inteligencja. Chociaż obecnie stanowi ona “tylko” potężne narzędzie przyspieszające pracę, a nie odbierające ją, to wszyscy się zastanawiamy jak sytuacja ta będzie wyglądać za kilka lat. Poza tym już teraz musimy mierzyć się z wyzwaniami bezpieczeństwa, wynikającymi z używania modeli AI oraz trudnościami w dostosowywaniu jej parametrów. Takie transformery, na których oparty jest na przykład ChatGPT są trochę jak hutnicze wielkie piece. Wiemy, jakimi zasadami rządzi ich działanie, ale w sumie to nie potrafimy zajrzeć tak naprawdę do środka.
Wyzwaniem też jest globalna i lokalna sytuacja ekonomiczna. W kapitalizmie zawsze trzeba szukać większych zysków i mniejszych kosztów. Dzisiaj to ty jesteś najlepszym, co można dostać w danej cenie, ale jutro to ktoś inny może zaproponuje prawie to samo, ale za odpowiednio mniej.
STUDIA
Dlaczego wybrał Pan naszą Uczelnię, kierunek i specjalność?
PS: Byłem w technikum w klasie o profilu informatycznym i planowałem z tym obszarem powiązać swoją przyszłość. Wydawało mi się wtedy, że spełnię się pracując w branży gier wideo. Może nawet niekoniecznie jako programista, ale na przykład w jakiś działach kreatywnych. W technikum, jak to w technikum, oczywiście wszyscy nauczyciele widzieli nas na politechnikach. Wiedziałem, że będę studiował na Śląsku, bo nie mógłbym sobie pozwolić na wyjazd do Krakowa, Wrocławia czy Warszawy. Dowiedziałem się wtedy o specjalizacji związanej z grami i aplikacjami mobilnymi, która dostępna jest dla studentów informatyki na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Poszedłem na dni otwarte, budynek CNTI zrobił na mnie ogromne wrażenie, a do tego studenci opowiedzieli mi o Adapciaku i wtedy już praktycznie byłem kupiony.
Czy było coś, co wyróżniało Pana z grona studentów?
PS: Już od samego początku studiów zaangażowałem się w działalność Organizacji Studenckiej PANEUROPA. Na moim kierunku tego rodzaju dodatkowe aktywności były raczej rzadkością, co już na starcie wyróżniało mnie od reszty ludzi na roku. Wraz z mijającym czasem nabywałem tam miękkich kompetencji, które uzupełniały twarde skille zdobywane na zajęciach. Pomagało mi to w dogadywaniu się w zespołach ludzi, którzy na pierwszy rzut oka w ogóle nie chcieli rozmawiać. Porozumiewanie się z prowadzącymi to także była moja specjalność. Nieraz przejmowałem inicjatywę w grupach projektowych, a także potrafiłem improwizować niczym Konrad w III części Dziadów, kiedy zapomniałem przygotować jakiegoś opracowania.
Czy podczas studiów uczestniczył Pan w programach wymiany międzynarodowej?
PS: Nie brałem udziału w “tradycyjnym Erasmusie”, trwającym pełny semestr, jednak w ramach programu Erasmus+ istnieje wiele form, nie tylko właśnie ta. Miałem okazję brać udział w krótkoterminowych wymianach i kursach, w ramach których odwiedziłem Turcję, Czechy, Chorwację i Bułgarię, a także pomagałem przygotować dwie wymiany w Polsce - w Tarnowie i Murzasichle.
Naprawdę, ale to naprawdę polecam każdemu spróbować takich krótkich, około dziesięciodniowych wymian. Jest to nie tylko fantastyczna okazja na podszkolenie języka, ale przede wszystkim genialne lekarstwo na wszelkie objawy zgorzknienia. Nieraz zdarza się nam myśleć “jakie to polskie”, “tylko Polacy to robią”, “tylko w Polsce coś się dzieje...” Tymczasem spotykając w jednym miejscu ludzi z wielu krajów i kultur zauważamy, że niewiele negatywnych cech jest dla nas unikalnych. Każdy ma swój prywatny bagaż problemów, ale ogromna część z nich jest uniwersalna i powtarza się od Skandynawii po Morze Śródziemne.
Poza tym takie poznawanie innych narodowości i kultur w osobliwy sposób potrafi uczyć pewnego rodzaju empatii. Takiej, która nie jest w stanie się aktywować na co dzień. Ogólnie wpływa na takie trudne do opisania wrażenie, jakbyśmy stawali się człowiekiembardziej i prawidłowo korzystali z tego, że dane nam było urodzić się na tej krążącej wokół Słońca kuli. Mógłbym tu jeszcze rozpisywać się o konkretnych umiejętnościach, jakie oferowały poszczególne wymiany, jak wiedza o inwestowaniu, rozpoznawanie dezinformacji czy tu moje ulubione- podtrzymywanie tradycji słowiańskich. Jednak każdy tego typu projekt proponuje coś bardzo konkretnego, opisanego w jasny sposób, więc każdy znajdzie dokładnie to, czego szuka.
Czy podczas studiów wykazywał się Pan aktywnością zawodową?
PS: Wspominałem już wcześniej o działalności w Organizacji Studenckiej PANEUROPA i szczerze mówiąc, to jest właśnie aktywność jakiej oddałem się w największym stopniu w trakcie studiów. Poza pomaganiem przy projektach innych osób, oraz tradycyjnym corocznym tworzeniu Adapciaka, miałem możliwość poprowadzenia paru własnych projektów. Pierwszym z nich był Przegląd Niezależnej Muzyki, czyli koncert dla artystów niepowiązanych komercyjnymi kontraktami. Pierwsza edycja miała miejsce w „Absurdalnej” (wtedy obok starego budynku dworca). Pamiętam jak ogromny tłum próbował się pomieścić w sali. Ludzie gromadzili się wokół otwartych okien, aby posłuchać muzyki, bo nie byli w stanie już wejść do środka. Druga edycja odbyła się na błoniach Stadionu Śląskiego i była jeszcze dodatkowo uatrakcyjniona zlotem food trucków. Można sobie wyobrazić jakiej skali było to przedsięwzięcie, a zabrało się za nie grono studentów pracujących po godzinach zupełnie za darmo. Później chciałem jeszcze zorganizować wydarzenie motoryzacyjne, ale niestety pandemia pokrzyżowała plany. Na pożegnanie z Paneuropą wypracowałem jeszcze spotkanie z dr Tomaszem Rożkiem, które być może czytelnicy oglądali na żywo lub na streamie. Teraz wciąż jeszcze utrzymuję kontakt z obecnymi członkami i pomagam im jako mentor bądź podczas warsztatów i szkoleń.
Jeśli jednak chodzi o zaangażowanie typowo zawodowe, to udało mi się dostać na staż wakacyjny między drugim i trzecim rokiem licencjatu. Następnie po stażu zostałem w tej firmie na niepełnym etacie, co udało mi się połączyć ze studiami po odpowiednim dogadaniu się z prowadzącymi. Kiedy skończyła mi się umowa, znalazłem inną pracę w zawodzie. Chociaż zadania były ciekawe i czułem, jak dużo się uczę, bardzo nie odpowiadała mi tamtejsza atmosfera. Wyszło więc na to, że kończąc studia byłem już w trzeciej firmie, gdzie miałem realny wpływ na jej działania i niemałą odpowiedzialność.
Jak szybko po zakończonych studiach znalazł Pan pracę, która spełniła Pana oczekiwania? Co najbardziej pomogło Panu w jej zdobyciu?
PS: Bez przesadnego powtarzania się, kończyłem studia będąc już w pracy, która dawała mi odpowiednie wyzwania, abym mógł czuć satysfakcję z wykonywanych obowiązków. Jednak kiedy dostałem własny projekt i stałem się liderem zespołu developerskiego, to ilość zadań nie do końca szła w parze z wynagrodzeniem za ich realizowanie. Dlatego rok później podjąłem decyzję o założeniu własnej działalności i w momencie odpowiadania na to pytanie, firma ma się dobrze, a ja nie żałuję podjętej decyzji.
Podpisując kontrakt z moim obecnym klientem, byłem programistą z mniej więcej czteroletnim doświadczeniem komercyjnym i sześcioletnim, jeśli chodzi o po prostu “bycie w branży”. Pamiętam jednak, że o to miejsce ostatecznie walczyliśmy we dwóch. Nie wiedziałem kim jest ten drugi kandydat, jakie ma doświadczenie, jaką zaproponował stawkę itd. Decyzja, na czyje usługi ostatecznie się zdecydują, mocno się przeciągała, co zaczęło mnie martwić, ale jedna znajoma powiedziała mi, że “ludzie po Paneuropie mają jakoś tak gadane”. I najwyraźniej miała rację, bo od czerwca 2024 roku mam możliwość pracowania w największych dotychczas zespole i firmie przy najważniejszym jak do tej pory projekcie.
Czy podczas poszukiwania pracy i w jej trakcie korzysta Pan z kontaktów zdobytych podczas studiów?
PS: Nawiązałem sporo kontaktów, ale niewiele z nich było stricte powiązanych z moją branżą. Naturalnie nie wliczam tu osób z grupy oraz prowadzących zajęcia. Nie mogę jednak podważyć tego, że podczas studiów i działalności w Paneuropie miałem możliwość odbyć długie rozmowy z wieloma ciekawymi osobami i każda z nich dołożyła jakiś mały element do tego, kim jestem dzisiaj. W szerszym spojrzeniu na to zagadnienie, takie kontakty na pewno wykorzystywałem i wykorzystuję nadal.
Czy podczas pracy wykorzystuje Pan wiedzę, umiejętności i kwalifikacje zdobyte podczas studiów?
PS: Praca w IT ma to do siebie, że z reguły wymaga wypracowania zestawu bardzo konkretnych umiejętności i dążenia do perfekcji w ich ramach. Mam tu na myśli, że rynek bardziej jest zainteresowany specjalistą w jednym języku, niż kimś, kto zna dziesięć języków na poziomie kilkugodzinnych szkoleń na YouTube. Upraszczam oczywiście, bo sama znajomość jakiegoś języka to dopiero wierzchołek góry lodowej. W studiach jednak widzę taką wartość, że można spróbować wielu różnych elementów. Nie mają możliwości wykształcenia eksperta, który równać się może z kimś, kto wiele lat siedzi już w branży. Natomiast budują świadomość technologiczną i widziałem nieraz wartość płynącą właśnie z tego. Nigdy nie byłem specjalistą od baz danych, ale po zajęciach na UE przynajmniej wiedziałem co się da, a czego nie, więc byłem w stanie przeczytać jakiś fragment dokumentacji i domyśleć się jak coś może być zrobione. Nigdy nie pracowałem z Pythonem, ale po jednym semestrze wiedziałem o bibliotekach, które pomogą mi zautomatyzować nużący proces obróbki zdjęć, które dostaliśmy od klienta. Na zajęciach z programowania wielowątkowego w C# poznałem struktury, które potem mogłem wdrożyć w projekcie w języku Ruby. Takich sytuacji było naprawdę zaskakująco dużo i w taki właśnie sposób rozpoznaje się developera po studiach, a nie po bootcampie. Choć dalej pokutuje mit, że jedyne studia dla programisty to politechnika, nigdy nie czułem, że koledzy z tytułem inżyniera byli jakoś lepiej przygotowani do pracy. Nie wykluczam, że taka sytuacja miałaby miejsce w firmie produkującej mikroprocesory, ale na pewno nie w firmach tworzących aplikacje.
Jakie nowe role pojawiają się w organizacjach zatrudniających specjalistów, takich jak Pan?
PS: Pozwolę sobie zacząć od drugiej strony, a mianowicie - jakie role się nie pojawiają. Z wielu źródeł słyszę o nowych stanowiskach, które specjalizują się w pracy z AI. Stanowiska te jednak nie potrafią opuścić clickbaitowych nagłówków z mediów społecznościowych. Nie szuka się “Prompt Engineerów”, “AI Ninjów” i innych fantastycznie brzmiących pozycji, które pozwolą zarobić wielkie pieniądze za nierobienie niczego skomplikowanego.
Pojawiają się nowe wymagania wobec istniejących już ról, czyli na przykład project manager powinien znać zasady scruma, aby nie trzeba było zatrudniać dedykowanego scrum mastera. Analityk powinien potrafić współpracować z ChatemGPT, aby jego formuły do Excela czy PowerBI pozwalały zmniejszyć zapotrzebowanie na pracę ETL developerów. Absolutnie nie wątpię, że rynek ewoluuje i tworzy nowe pozycje, jednak nie miałem okazji tego zaobserwować w swojej osobistej bańce.
Jakie kompetencje (wiedza, umiejętności, kompetencje społeczne) wymagane są od osób, które będą je pełniły?
PS: Zważywszy na moją poprzednią odpowiedź, nie jest to proste pytanie. Generalnie kompetencje AI będą coraz bardziej przydatne. Nawet, jeśli nie zostaną oficjalnie wspominane podczas rekrutacji, to dzięki nim skrócicie swój czas pracy z tych standardowych 8h. Poza tym wydaje mi się, że będzie się szukać pracowników związanych choćby luźno z takimi kierunkami jak psychologia i socjologia. Pracownicy czują się lepiej w organizacjach, które traktują ich jak ludzi, a nie zasób, a tacy specjaliści będą w tym pomagać. Koniec końców, prawdopodobnie będą też optymalizować pracę, aby pod koniec dnia zarabiać jeszcze o jedno euro więcej.
Luka kompetencyjna to jeden z największych problemów z jakimi zmaga się rynek pracy. Jakie działania powinny podejmować uczelnie ekonomiczne, aby minimalizować tę lukę?
PS: Łatwo jest tutaj rzucić hasłem “niech się szybko zmienia i dostosowuje do obecnych realiów”, jednak byłaby to pusta rada. Myślę, że warto nawiązać więcej współpracy z ludźmi spoza środowiska akademickiego- zapraszać częściej praktyków biznesu na przykład na panele dyskusyjne i dobrze wypromować takie spotkania wśród studentów. Ogromną wartość też będzie nieść większe wsparcie organizacji studenckich i kół naukowych, bo tam zdobywa się umiejętności niesamowicie uniwersalne, które przydadzą się każdemu, absolutnie nieważne jak poprowadzi swoją karierę. Nie wiem, na jaką elastyczność pozwala polskie prawo, ale częstsza aktualizacja sylabusa w odpowiedzi na raporty firm monitorujących rynek pracy mogłaby być wymagającym, ale precyzyjnym działaniem.
Jakie działania – Pana zdaniem – powinni podejmować studenci, aby zapobiegać tzw. luce kompetencyjnej?
PS: Przede wszystkim korzystać ze wszystkiego co stół szwedzki zwany studiami ma do zaproponowania. Jeśli do naszej wymarzonej pracy potrzebujemy dogłębnie poznać pewne zagadnienia, mamy szansę wyjechać na Erasmusa gdzieś, gdzie uzupełnimy zdobytą już na uczelni wiedzę. Po powrocie możemy założyć koło naukowe i razem z osobami o podobnym zacięciu organizować wydarzenia z ludźmi, od których chcemy się uczyć. Na ostatnim roku mamy już kanał z podcastami, a specjaliści z dziedziny proszą nas o możliwość wystąpienia. Oczywiście koloryzuję, ale naprawdę - korzystajmy z tego, co nam dają. Dołączajmy do organizacji studenckich i kół naukowych, chodźmy na wydarzenia i projekty realizowane na Uczelni, bierzmy udział w International Weekach.
ROZWÓJ ZAWODOWY
Czy podnosił Pan swoje kwalifikacje zawodowe po ukończeniu studiów w naszej Uczelni?
PS: Uczyłem się nowych technologii i języków, nie tylko tych programowania, ale także odkurzyłem mój niemiecki, którego zdążyłem w większości zapomnieć. Brałem udział w szkoleniach z metodologii agilowych i prowadzenia zespołów developerskich. Muszę się jednak szczerze przyznać, że nie uczestniczyłem w niczym “dużym”, co zakończyłoby się certyfikatem lub dyplomem.
Czy według Pana obszar działania firmy/instytucji powinien stanowić istotne kryterium wyboru miejsca zatrudnienia?
PS: Z mojego doświadczenia i własnych odczuć mogę przyznać, że praca, która będzie wam sprawiać satysfakcję, ale będzie ciut mniej płatna od pracy, która dotyczy obszaru, który zupełnie Was nie interesuje, jest cenniejsza. Wiadomo, że nie można narzekać, kiedy jesteśmy na etapie życia, na którym każde 100 zł wypłaty jest na wagę złota. Jednak kiedy staniecie się wartościowymi specjalistami, nadejdzie wielki wróg w postaci wypalenia. Wtedy obszar działania zaczyna być istotnym czynnikiem. Osobiście nie potrafiłbym też sobie wyobrazić pracy w środowisku, które nie wpisuje się w mój system wartości, jak na przykład firmy tytoniowe czy kasyna.
Co Pana zdaniem miało największy wpływ na przebieg Pana kariery i kolejne awanse?
PS: Tu przykro mi przyznać, ale widzę prostą odpowiedź na pytanie - zmiana pracy. Nie pracowałem nigdy w takim środowisku, które miało jasno określoną ścieżkę kariery, np. według jakiegoś rodzaju drabinki. Dlatego też nigdy oficjalnego awansu nie dostałem. Nawet kiedy z dnia na dzień przychodziły nowe obowiązki i nowa rola, nie szła za tym podwyżka, która mogłaby niejako symbolizować awans. Jednak za każdym razem, kiedy zaczynałem pracę w nowej firmie, zarabiałem więcej niż poprzednio. Chyba właśnie to miało największy wpływ na moją karierę - świadomość, że moje umiejętności są warte więcej i wola przekucia tej świadomości w realną zmianę.
Co Pana zdaniem jest ważne podczas wyznaczania i realizacji celów zawodowych, biznesowych itp.?
PS: Nie porywać się z motyką na słońce, ale także nie paść ofiarą paraliżu analizowania. Opierać swoje cele na researchu z różnych źródeł i zawsze starać się podważyć swoje założenia, aby walczyć z błędem potwierdzenia. Krótkoterminowe cele muszą być realne, a długoterminowe ambitne.
Jakie cechy i umiejętności menedżerów przyczyniają się – Pana zdaniem – do sprawnego zarządzania organizacją, a tym samym kierowania zespołem?
PS: Empatia i skromność. Nie ma nic gorszego niż manager, który myśli o sobie w kategoriach szefa, a o zespole w kategoriach podwładnych. Uważam też, że najlepsi managerowie wywodzą się z zespołów projektowych, a nie z samych teoretycznych szkół zarządzania. Manager musi rozumieć ludzi z którymi pracuje - ich zadania, język, potrzeby i obawy. Powinien potrafić zadawać odpowiednie pytania, interpretować reakcje i wyciągać wnioski.
Jakie rady dałby Pan osobie, która dopiero wkracza na rynek pracy, uwzględniając w tym studentów i absolwentów?
PS: Zawsze miej się od kogo uczyć. Jeśli wydaje Ci się, że jesteś już ekspertem, to prawdopodobnie masz rację. Wydaje Ci się. Nawet, kiedy zostaniesz specjalistą w swojej dziedzinie, spróbuj znaleźć kogoś, kto jest lepszy od Ciebie. Nigdy nie spoczywaj na laurach. Świat pędzi do przodu, więc osoby powolutku spacerujące, tak naprawdę cofają się.
Dziękuję za udział w wywiadzie i życzę dalszych sukcesów.
Rozmawiał, Piotr Binias, Centrum Karier i Współpracy z Absolwentami.
Data publikacji: 23 września 2025 r.










Dołącz do nas