Nasza studentka Kinga Spierewka w tym roku zdecydowała się pojechać na „Intensive Programmes Erasmus+ BrandY”. Poniżej zamieszczamy wywiad z Kingą, w którym dzieli się swoimi doświadczeniami...
Agnieszka Sokołowska-Pikoń, Centrum Wsparcia Osób ze szczególnymi Potrzebami: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z programem „Intensive Programmes Erasmus+ BrandY”?
Kinga Spierewka, studentka studiów II stopnia: Dowiedziałam się o istnieniu tego tygodniowego programu z rozmów z pozostałymi studentami z mojego kierunku. Wcześniej studiowałam na innej uczelni, więc nie miałam pojęcia o takich możliwościach. Później Pani Dziekan, prof. Justyna Matysiewicz, z którą miałam wówczas zajęcia, przekazała mi dodatkowe, bardziej szczegółowe informacje odnoście programów tego typu i zachęciła do aplikowania na nie.
Dlaczego postanowiłaś wziąć udział w projekcie?
Szczerze mówiąc, od zawsze marzyłam o podróży do Francji, a marzenie to pogłębiło się jeszcze bardziej po ukończonym licencjacie z romanistyki. Ten wyjazd był dla mnie szansą na jego realizację, by spełnić odwieczne pragnienie, a ponadto doskonałą okazją na wypróbowanie swoich umiejętności językowych i wyjście ze swej strefy komfortu. Lubię wyzwania. Miałam także nadzieję na poznanie nowych, interesujących ludzi, ponieważ jestem z natury osobą towarzyską. Dodatkowo program ten pozwolił mi rozwinąć się w dziedzinie marketingu, zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej.
Co stanowiło największe wyzwanie przed wyjazdem, a także podczas jego trwania?
Najtrudniejsza była cała związana z nim logistyka. W przypadku osób z niepełnosprawnością ruchową, taką jak moja, nie ma wiele miejsca na spontaniczność. Bywa to dla mnie trudne, gdyż nie jestem typem człowieka lubującego się w tabelkach i harmonogramach. Muszę jednak brać pod uwagę fakt, że jeśli nie polecę ustalonym wcześniej lotem, to później nie mogę tak po prostu kupić bilet na następny, ponieważ procedury linii lotniczych narzucają na pasażera wymóg wcześniejszego zgłoszenia każdego przelotu z wózkiem inwalidzkim o napędzie elektrycznym; jeśli autobus nie jest przystosowany do przewozu osoby na wózku, muszę poczekać na kolejny, itd. Ze względu na swoje ograniczenia fizyczne potrzebuję również pomocy asystenta w codziennych czynnościach, musiałam zatem znaleźć odpowiedniego człowieka. Największe wyzwanie pojawiło się jednak na ostatniej prostej, gdy zaledwie kilka dni przed planowanym wylotem okazało się, że asystentka, z którą miałam jechać, z przyczyn losowych musiała zrezygnować, przez co cały wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Na szczęście udało się znaleźć kogoś na zastępstwo. Obie uczelnie, polska i francuska, robiły wszystko, by umożliwić mi udział w tym programie i zapewnić jak największy komfort, co znacznie ułatwiło całe przedsięwzięcie.
Jeśli chodzi o sam wyjazd, tu znów najtrudniejsza była organizacja, znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Jak poradzić sobie pomimo niepełnosprawności?”. Nie lada wyzwanie stanowiło dla mnie także dotrzymanie pozostałym uczestnikom wyjazdu tempa i nadążanie ze wszystkim. Z powodu mojej niepełnosprawności zwykłe czynności, takie jak przejście z budynku do budynku lub zjedzenie obiadu, zajmują więcej czasu. BrandY to intensywny program, więc bywały dni, gdy obawiałam się, że nie zdążę, lecz ostatecznie nigdy nie spóźniłam się na zajęcia.
Jak wyglądał dzień na Erasmusie?
Codziennie rano musieliśmy udać się na Uniwersytet Savoie Mont-Blanc, gdzie odbywały się zajęcia. Mój hotel oddalony był dość znacząco od samej uczelni, jednak Annecy jest bardzo dobrze skomunikowane, a autobusy miejskie są w pełni przystosowane do transportu wózków inwalidzkich (choć nie wszystkie – zainteresowanym polecam unikać tych, zawierających litery w oznaczeniach linii). Po dotarciu na wydział zmierzaliśmy na warsztaty, gdzie następnie słuchaliśmy wykładów i pracowaliśmy w grupach. W ciągu dnia mogliśmy liczyć na lunch na uczelnianej stołówce, skąd później wracaliśmy na kolejne zajęcia. Po południu oraz wieczorami mieliśmy czas na zwiedzanie miasta i poznawanie jego uroków, a także integrację z pozostałymi uczestnikami projektu.
Czy przed wyjazdem przygotowywałaś się jakoś merytorycznie do wzięcia udziału w brandY?
Nie przygotowywałam się do samego projektu, aczkolwiek wiele z tego, o czym mówiliśmy na warsztatach poznałam na zajęciach z marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym, co stanowiło solidną podstawę do materiału poznanego w ramach brandY.
Nad czym pracowaliście podczas wyjazdu?
Na początku projektu wszyscy uczestnicy z kilku krajów zostali podzieleni na grupy, z których każda musiała stworzyć markę w określonej branży. Na warsztatach poznawaliśmy kolejno wszystkie elementy niezbędne przy zarządzaniu markami. Następnym zadaniem było przekucie teorii w praktykę i zastosowanie wspomnianych technik przy budowaniu własnego brandu. Ostatniego dnia zaprezentowaliśmy owoce naszej pracy. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, jak wspaniałe i różnorodne projekty można stworzyć w ciągu zaledwie kilku dni.
Co zyskałaś dzięki udziałowi w Programie?
Poznałam wielu wspaniałych ludzi, poszerzyłam swoją wiedzę na temat marketingu oraz tworzenia marek. Była to przede wszystkim wspaniała przygoda, którą zapamiętam na długo.
W jaki sposób zdobyte umiejętności, doświadczenia przydadzą Ci się w przyszłości?
Nie wiem jeszcze dokładnie, w jakim kierunku pójdę, jeśli chodzi o sferę zawodową. Wiem na pewno, że chciałabym mieć na co dzień kontakt z językami obcymi, które są moją największą pasją, a także bezpośrednio współpracować z ludźmi. Moje dotychczasowe wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe przygotowywały mnie do pracy w tłumaczeniach lub nauczaniu języków. Aktualny kierunek studiów, czyli International Business, rozbudził jednak we mnie fascynację marketingiem, dlatego chciałabym wykorzystać wiedzę zdobytą na brandY w swojej przyszłej pracy. Nawet jeśli nie będzie ona z tej branży, to umiejętność budowania marki przyda się zawsze, niezależnie od tego, gdzie się pracuje. Każdy z nas tworzy własną, np. będąc rzetelnym studentem lub pracownikiem.
Jak zachęciłabyś niezdecydowanych (lub wątpiących w swoje umiejętności językowe) studentów do udziału w programie typu Erasmus?
Jak powiedział kiedyś Henry Ford: „Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację”. Przekonałam się już wiele razy, że większość przeszkód da się pokonać relatywnie łatwo, szczególnie w dzisiejszych czasach, w dobie Internetu. Obecnie istnieje wiele form wsparcia, niezależnie od złożoności oraz rodzaju naszego problemu. Potrzeba tylko trochę odwagi, determinacji, wsparcia życzliwych ludzi i umiejętności researchu (plus szybkiego łącza internetowego, to zdecydowanie pomaga). Rozumiem, co to znaczy nadmiernie rozmyślać i kombinować. Ale spróbuj! Nie zliczę okazji, które ominęłam z powodu moich obaw spowodowanych niepełnosprawnością i nie tylko. Nie bój się, że coś pójdzie nie tak. Załóż, że na pewno coś pójdzie wbrew Twoim założeniom, bo w podróży rzadko kiedy wszystko idzie zgodnie z planem. Ważne, by w chwili trudności nie skupiać się na samym problemie, tylko od razu szukać potencjalnych rozwiązań.
Jeśli chodzi o brak wiary we własne umiejętności językowe, to pamiętaj, że nie praktykując, nie da się nauczyć języka. Sama prowadzę od kilku lat zajęcia językowe z angielskiego i francuskiego, podczas których powtarzam swoim uczniom, by przezwyciężali lęk przed mówieniem, ponieważ nawet porozumiewając się w ojczystej mowie, każdemu zdarza się zapomnieć pojedyncze słowa lub powiedzieć coś niepoprawnie gramatycznie.
Parę słów na koniec…
To wspaniała przygoda, którą zapamiętuje się do końca życia. Choć osobiście preferuję książkowy oryginał, to przytoczę tu mój ulubiony dialog z filmowej adaptacji „Hobbita” na podstawie powieści J.R.R. Tolkiena, który towarzyszył mi przez cały wyjazd:
— Czy obiecujesz, że wrócę? — zapytał Bilbo Baggins.
— Nie, ale jeśli wrócisz, nie będziesz już taki sam — odpowiedział Gandalf.
Bardzo dziękuję za rozmowę.










Dołącz do nas