Przejdź do menu Przejdź do treści

33 kilometry nocą przez ocean. Pierwszy krok studenta UE Katowice w Ocean’s Seven

Niemal 33 kilometry, 10 godzin i 12 minut nieprzerwanego płynięcia, noc na otwartym oceanie, niska temperatura wody, silne prądy, meduzy, skurcze i momenty poważnego zwątpienia. Michał Tomaszowski, student kierunku International Business na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, pokonał Catalina Channel i został szóstym Polakiem w historii, który ukończył tę wymagającą przeprawę. To jednocześnie pierwszy etap jego drogi do realizacji jednego z najtrudniejszych wyzwań pływackich na świecie - Ocean’s Seven.

"33 KM. 10 GODZIN WALKI. JESTEM NA DRUGIM BRZEGU!!!" - napisał Michał po zakończeniu przeprawy. W nocy z 6 na 7 sierpnia wystartował z wyspy Catalina w kierunku wybrzeża Los Angeles. Całą trasę pokonał zgodnie z klasycznymi zasadami pływania kanałowego - bez pianki, bez korzystania z łodzi i bez dotykania żadnych stałych punktów podczas przeprawy. Nie mógł także korzystać ze sprzętu wpływającego na wyporność lub tempo płynięcia. Ostatecznie spędził w wodzie 10 godzin i 12 minut. Sam określa tę próbę jako najtrudniejsze wyzwanie, jakiego kiedykolwiek się podjął.

Noc na otwartym oceanie

Przygotowania rozpoczęły się kilka godzin przed startem. O godz. 19.00 Michał spotkał się w porcie z załogą. Na pokładzie znaleźli się kapitanowie, pomocnik, oficjalni obserwatorzy federacji, kajakarz oraz członkowie zespołu Michała. Po omówieniu zasad łódź wyruszyła w kierunku wyspy Catalina. Po dotarciu w okolice miejsca startu rozpoczęły się ostatnie przygotowania: czepek, okularki, światła umożliwiające obserwowanie zawodnika w ciemności i pokrycie ciała warstwą lanoliny. Załoga sprawdzała w tym czasie brzeg i jego otoczenie. Aby rozpocząć oficjalną próbę, pływak musi najpierw dostać się z łodzi do brzegu, wyjść na suchy fragment lądu, a następnie ponownie wejść do wody. Dopiero wtedy rozpoczyna się oficjalny pomiar czasu.

Pierwsze zderzenie Michała z oceanem było jednocześnie jego pierwszym doświadczeniem z samotnym pływaniem nocą na otwartej wodzie.

- To było jedno z najstraszniejszych doświadczeń w życiu do tej pory - płynięcie samemu w wodzie na otwartym oceanie, w nocy, nie wiedząc i nie widząc totalnie niczego. Praktycznie przez całą przeprawę miałem zamknięte oczy, otwierałem je tylko do wdechu i żeby kontrolować odległość od łodzi i kajaka. - wspomina.

Jednym z najbardziej niezwykłych elementów przeprawy okazał się bioluminescencyjny plankton. Każdy ruch ręki i rozchlapanie wody powodowały pojawienie się niewielkich świecących punktów. Ocean pokazywał jednak różne oblicza. Podczas przeprawy Michał został trzykrotnie poparzony przez meduzy. Z relacji jego zespołu dowiedział się również, że w pobliżu pojawiły się delfiny i wieloryb. Trasę przecinały także ogromne kontenerowce.

 

Co 15 minut

Przy tak długiej przeprawie ogromne znaczenie miało regularne dostarczanie organizmowi energii. Karmienie odbywało się co 15 minut. Strategia zakładała między innymi porcje izotoniku, żele energetyczne, banany oraz napoje z dodatkiem guarany i kofeiny. Po pięciu-sześciu godzinach plan był modyfikowany w zależności od samopoczucia i potrzeb Michała. Ze względu na zasady przeprawy nie było możliwości zatrzymania się przy kajaku ani odebrania napoju bezpośrednio z ręki kajakarza. Zamknięty bidon trafiał do wody, skąd Michał musiał go podjąć.

- Niby proste rzeczy, ale po kilku godzinach w wodzie każdy taki łyk czy kęs miał ogromne znaczenie - mówi pływak.

Bilans przeprawy objął 8,4 litra izotoniku, osiem bananów, dziewięć żeli energetycznych oraz kofeinę i guaranę. Regularność karmienia miała jeszcze jeden skutek - pozwalała orientacyjnie kontrolować upływ czasu. I właśnie informacje dotyczące pozostałego dystansu stały się w pewnym momencie jednym z największych wyzwań psychicznych. Po nieco ponad czterech godzinach Michał zapytał, na jakim etapie trasy się znajduje. Według własnych obliczeń spodziewał się około 18. kilometra. Usłyszał, że pokonał 15,8 kilometra. Oznaczało to, że płynie wolniej, niż zakładał. Dwie godziny później, już po wschodzie słońca, znajdował się na 22. kilometrze. Do brzegu pozostawało jeszcze około 11 kilometrów, czyli kolejne 3 godziny.

- To był pierwszy duży moment zwątpienia. Nie byłem przygotowany na tę informację, założyłem, że skończę szybciej - relacjonuje.

"Trenerze, nie dam rady"

Kolejne kilometry przyniosły dodatkową trudność. Około 10. kilometrów przed metą trasa prowadziła nad głębokim rowem oceanicznym. Według informacji przekazanych przez kapitana, jego głębokość wynosiła około 950 metrów. Prądy wynoszą w tym miejscu zimniejszą wodę w kierunku powierzchni. Temperatura spadła o około 3 stopnie Celsjusza. Choć woda miała około 20 stopni, po wielu godzinach wysiłku różnica była dla pływaka bardzo odczuwalna. Michał zaczął marznąć i poprosił zespół o ciepłe napoje. Osiem kilometrów przed metą nadszedł drugi poważny kryzys.

- Trenerze, nie dam rady, za daleko, zimno mi - powiedział.

Usłyszał odpowiedź:

- Dasz radę, płyń dalej, dobrze idzie, już niewiele zostało.

Ciepły napój z izotonikiem, żelem i kofeiną pozwolił kontynuować przeprawę, ale pojawił się następny problem - bardzo silne skurcze w okolicach pachwin. Każda próba zmiany pozycji dodatkowo je nasilała. Stan ten utrzymywał się właściwie do końca. Ostatnie 1300 metrów Michał określa jako „najdłuższe 20 minut” w swoim życiu. Widział już plażę, ale miał wrażenie, że brzeg w ogóle się nie przybliża.

800 metrów.

500 metrów.

W końcu poczuł pod stopami dno.

- Łapię dno. Błędnik szaleje, skurcze, równowaga zaburzona, ale jest, dopłynąłem. Pierwsze co, jak usłyszałem sygnał końcowy, jak podniosłem ręce, to się rozpłakałem. Nie wiem, czy ze szczęścia, czy z wycieńczenia - wspomina.

Na brzegu czekała na niego członkini jego załogi - Aleksandra Bednarek. Wręczyła mu polską flagę, a następnie pomogła wrócić do wody. Michał był zmarznięty, osłabiony i wciąż zmagał się ze skurczami. Razem podpłynęli do kajaka, który odholował ich na łódź. Po około 20 minutach organizm zaczął dochodzić do siebie.

Michał Tomaszowski o Catalinie

Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś o Ocean’s Seven?

O samym projekcie Ocean’s Seven czy Triple Crown usłyszałem już kilka lat temu, ale wtedy ten pomysł wydawał mi się totalnie szalony. W sumie teraz, gdy już doświadczyłem jednego z jego elementów, mogę powiedzieć, że niewiele się zmieniło. To, co widać na filmikach - szczęście, spokojną wodę, progres i pozytywną atmosferę - to nie wszystko. To, co dzieje się na tego typu przeprawach, to czysta walka z samym sobą i żywiołem.

Co było najtrudniejsze?

Były momenty, w których mocno zwątpiłem, czy dam radę dopłynąć do końca. To była ogromna walka z samym sobą, ze zmęczeniem, bólem, wielkimi skurczami i myślami o tym, żeby się zatrzymać, ale przede wszystkim z oceanem. Był to najtrudniejszy start w życiu, czysta walka.

A co zapamiętasz z nocnej części przeprawy?

Płynięcie samemu w wodzie na otwartym oceanie, w nocy, nie wiedząc i nie widząc totalnie niczego. Było to szczerze mówiąc przerażające doświadczenie. Z drugiej strony przez sporą część trasy towarzyszył mi świecący plankton. Ocean w nocy wyglądał momentami oszałamiająco.

Co dzieje się w głowie podczas ponad dziesięciu godzin płynięcia?

Zawsze przed startem słucham muzyki, wyobrażam sobie całą trasę i przy okazji tworzę playlistę w głowie. Mój „must have” to „Bohemian Rhapsody”, ale tym razem przez blisko 10 godzin w głowie, z przerwami na kilka odliczeń od 0 do 100, miałem piosenkę „La La La” Maty. To przychodzi samo i nie możesz się tego pozbyć.

Jak ważny podczas takiej próby jest zespół?

Gdyby nie oni, ta próba mogłaby się skończyć zupełnie inaczej. Bez zespołu nie ma szans, żeby się to powiodło. Jestem przeszczęśliwy, że próba się udała i że trener wtedy nie pozwolił mi wyjść z wody, tylko dokończyć przeprawę.

Nie płynie się samemu

Choć to nazwisko pływaka trafia do tabel z wynikami, Catalina Channel jest przedsięwzięciem zespołowym.

Podczas wyprawy funkcję szefowej załogi pełniła Aleksandra Bednarek - wielokrotna medalistka mistrzostw świata w pływaniu lodowym, utytułowana polska zawodniczka w pływaniu na wodach otwartych oraz pierwsza Polka, która przepłynęła Potrójną Koronę Oceanu, czyli Kanał La Manche, Kanał Catalina i Manhattan.

Michał szczególne podziękowania kierował również do trenera Tomasza Pąchalskiego za obecność, motywację podczas przeprawy i wiarę w ukończenie próby oraz swojego taty, Jana Tomaszowskiego, który towarzyszył mu od początku do końca wyprawy.

Przez cały czas obok Michała znajdował się także kajakarz Patricio. To właśnie z kajaka przekazywane były napoje i jedzenie. Przed rozpoczęciem przeprawy Patricio powiedział Michałowi, że ma syna w jego wieku i podczas płynięcia będzie się nim opiekował jak własnym dzieckiem. Michał podkreślał później jego profesjonalizm, doświadczenie i życzliwość.

W przygotowaniach uczestniczył również trener Leszek Małyszek, z którym Michał współpracuje od ponad siedmiu lat. Z kolei dziewczyna Michała, Ada, znajdując się na innym kontynencie, zajmowała się podczas próby mediami społecznościowymi.

Przeprawę na bieżąco obserwowała także społeczność Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Od piątkowego poranka można było śledzić jej przebieg, aż w końcu pojawiła się wyczekiwana wiadomość - Michał znalazł się na drugim brzegu.

Pierwsza z siedmiu tras

Catalina Channel to jedna z siedmiu tras tworzących Ocean’s Seven - jedno z najbardziej wymagających wyzwań w świecie pływania długodystansowego na wodach otwartych. Projekt powstał w 2008 roku jako pływacki odpowiednik zdobycia Korony Ziemi. Tworzą go:

  • Kanał La Manche,
  • Cieśnina Gibraltarska, Kanał Północny,
  • Kanał Catalina,
  • Cieśnina Tsugaru,
  • Kanał Kaiwi / Molokaʻi,
  • Cieśnina Cooka.

Pływacy mierzą się podczas nich z silnymi prądami, falami, niską temperaturą oraz dziką fauną, w tym meduzami i rekinami. Przeprawy odbywają się bez pianki. Dotychczas Ocean’s Seven ukończyły 42 osoby na świecie, wśród nich nie było jeszcze Polaka. Dla studenta Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach Catalina jest pierwszym etapem większego planu.

- Zawsze szukam kolejnych wyzwań i staram się, żeby każde następne było trochę większe od poprzedniego. Wcześniej były to między innymi Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy czy ustanowienie rekordu świata. Tym razem chciałem zrobić coś więcej.

Nie tylko własne marzenia

Projekt ma również wymiar charytatywny. Michałowi zależało, aby jedno ze sportowych wyzwań wykorzystać nie tylko do realizacji własnego celu, ale również do pomocy innym. Jeszcze przed wylotem udało się uruchomić zbiórkę na rzecz fundacji Cancer Fighters, wspierającej dzieci walczące z chorobą nowotworową.

- Ja już swoje pokonałem i jedno marzenie spełniłem, w tym drugim można wciąż pomóc i spełnić je wspólnie. Dajmy szansę na spełnienie marzeń tych, którzy teraz walczą najmocniej - zachęcał po powrocie z przeprawy.

Po ponad dziesięciu godzinach w wodzie pierwszy z siedmiu etapów został zakończony.

- Ogrom doświadczenia, ogrom przeżyć i momentów, które zostaną ze mną na długo - podsumował Michał.

Catalina Channel jest już za nim, ale droga przez Ocean’s Seven dopiero się rozpoczęła.

Główni partnerzy projektu: MGR Recykling i EFRO SPA - Ekskluzywne Balie. Wsparcia udzielili także: Jadar Auto, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, DAR-POL-STAL oraz Kancelaria Podatkowo-Księgowa Anna Nielaba.

Fotografie pochodzą z archiwów prywatnych Michała Tomaszowskiego, Tomasza Pąchalskiego, Aleksandry Bednarek, Jana Tomaszowskiego

Dołącz do nas

Akredytacje i partnerzy

logotyp hr
logotyp bauhaus4
logotyp efmd
logotyp ceeman
logotyp eaie
logotyp cima
logotyp acca
logotyp ela
logotyp SAP University Alliances
logotyp progres3