Przejdź do menu Przejdź do treści

Wykład inauguracyjny prof. dr hab. n. med. Edwarda Wylęgały

Nowy rok akademicki 2026/2027 rozpoczął wykład inauguracyjny prof. dr hab. n. med. Edwarda Wylęgały pt. "Dlaczego Facebook jest niebieski, a dolar zielony? Kolor rodzi się w oku, dojrzewa w mózgu i zarabia w gospodarce". Profesor w swoim wykładzie pokazuje, że kolor nie jest jedynie cechą świata fizycznego, lecz efektem ludzkiej percepcji i interpretacji. Łącząc fizykę, neurobiologię, technologię, medycynę i ekonomię, pokazuje, jak sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość, wpływa na nasze decyzje, zachowania i funkcjonowanie rynków.

Temat wykładu przywiozłem z Cambridge, z wyjazdu studyjnego poświęconego zarządzaniu uczelnią. Trudno o lepszy kontrapunkt: przez tydzień rozmawialiśmy o tym, jak liczyć koszty i mierzyć efekty, a chodziliśmy po mieście, w którym Newton rozszczepił światło pryzmatem, a Maxwell, student, a później profesor tamtejszego uniwersytetu, opisał barwę trzema składowymi. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że te dwa porządki, rachunek i percepcja, nie są tak odległe, jak się wydaje. Dzisiejszy wykład jest rozwinięciem tej myśli. Jest próbą pokazania, że pytanie o kolor nie należy wyłącznie do fizyki ani wyłącznie do medycyny, lecz prowadzi wprost do rachunku ekonomicznego.

Zacznijmy zatem od zdania, które brzmi jak prowokacja: koloru w przyrodzie nie ma. W świecie fizycznym istnieją wyłącznie fale elektromagnetyczne o różnej długości i żadna z nich nie jest czerwona ani niebieska. To, co nazywamy czerwienią, jest zakresem od 620 do 780 nanometrów, a więc liczbą, nie barwą. Nie mówi tego neurobiolog XXI wieku, lecz Newton w Opticks z 1704 roku: promienie, ściśle rzecz biorąc, nie są kolorowe. Nawiasem mówiąc, siedem barw tęczy to decyzja Newtona, a nie natury. Widmo jest ciągłe i granic w nim nie ma; pierwsza w historii klasyfikacja barw była więc arbitralna, tak jak wiele klasyfikacji, które znamy z ekonomii.

Kolor powstaje w obserwatorze i to środkami zdumiewająco oszczędnymi. Całą paletę świata odczytujemy z trzech czujników, to jest z trzech rodzajów komórek siatkówki oka, nazwanych czopkami, o różnych maksimach czułości. Mózg nie mierzy długości fali, lecz proporcje pobudzenia trzech kanałów, dokładnie tak jak trzy suwaki w modelu RGB. Dlatego każdy ekran, każda kamera i każdy standard barwny na świecie zbudowano pod trzy ludzkie białka. Inżynieria wyświetlaczy skopiowała siatkówkę, nie odwrotnie. Na tym jednym rozwiązaniu anatomicznym stoi dziś znaczna część przemysłu cyfrowego.

Sam sprzęt jest przy tym niepozorny. Siatkówka ma powierzchnię około 1100 mm² i wyściela wnętrze gałki o średnicy monety jednozłotowej. Całe nasze ostre widzenie pochodzi z obszaru półtora milimetra, a ten niewielki fragment powierzchni obsługuje blisko połowę włókien nerwu wzrokowego. To zasada Pareta w wersji skrajnej: około dwóch procent powierzchni obsługuje połowę przepustowości łącza. I brutalna optymalizacja: 126 milionów fotoreceptorów wobec około miliona włókien nerwu wzrokowego, czyli kompresja ponad stukrotna, wykonana jeszcze przed wysłaniem sygnału do mózgu.

Percepcja nie jest zatem pomiarem, lecz prognozą. Biała kartka wydaje się biała i w słońcu, i pod żarówką, choć fizycznie odbija zupełnie inne światło, a mózg usuwa tę różnicę, zanim dotrze ona do świadomości. W lutym 2015 roku internet przeprowadził na tym najlepszy naturalny eksperyment: jedna fotografia sukienki, te same piksele, a połowa oglądających widziała ją jako niebiesko-czarną, połowa jako biało-złotą. Nikt nie kłamał. Różnica polegała na przyjętym założeniu co do oświetlenia. Ekonomia behawioralna mówi o cenach dokładnie to samo: dwóch racjonalnych obserwatorów patrzy na identyczne dane i widzi dwie różne rzeczywistości.

Stąd już blisko do gospodarki. Dolar jest zielony nie z powodów estetycznych. Oko jest najczulsze w żółtozieleni. Dziewiętnastowieczna fotografia nie potrafiła odwzorować zieleni, a pigment chromowy był tani i trwały. Zbieg okoliczności wart odnotowania: banknot wprowadzono w 1861 roku, a więc w tym samym, w którym Maxwell pokazał pierwszą fotografię barwną złożoną z trzech filtrów. Jedna technologia właśnie odkrywała, jak zapisać kolor; druga liczyła na to, że jeszcze przez chwilę się nie da. Rozwiązanie z 1861 roku obowiązuje zaś do dziś. To podręcznikowy przykład zależności od ścieżki. Błękit najpopularniejszego interfejsu świata wybrała z kolei prywatna wada wzroku jednego z założycieli, a powtórzyły ją potem setki banków i aplikacji. Żadnej z tych barw nie wybrał rynek, a obie dziś obsługuje.

Barwa bywa również filtrem dostępu. Zaburzenia widzenia barw dotyczą około 8% mężczyzn i 0,5% kobiet, czyli blisko 300 milionów osób na świecie. Dla nich część rynku pracy jest zamknięta od urodzenia: piloci, maszyniści, marynarze, elektrycy. To bariera, której nie pokona żadna inwestycja w wykształcenie. Warto przy tym pamiętać, że infrastruktura transportu rozwiązała ten problem sto lat temu, kodując informację pozycją, a nie kolorem, czego nie robi prawie żaden dzisiejszy wykres, raport ani panel menedżerski.

Na sali operacyjnej kolor przestaje być konwencją. Barwniki nadają widzialność błonom cieńszym od pajęczej nici. Za kilka groszy kupujemy informację, bez której nie ma decyzji chirurgicznej. A rachunek jednego kwadransa jest w ekonomii zdrowia trudny do pobicia: operacja zaćmy trwa kilkanaście minut, a po drugiej stronie bilansu stoją upadki i złamania, wycofanie z rynku pracy, utrata prawa jazdy i przedwczesna zależność od opieki. Każda z tych pozycji kosztuje wielokrotnie więcej niż zabieg, który by jej zapobiegł.

I rzecz najnowsza. Podsiatkówkowy implant fotowoltaiczny przyniósł klinicznie istotną poprawę ostrości wzroku u około 80% uczestników badania nad zanikiem geograficznym w przebiegu AMD, ogłoszonego w najbardziej prestiżowym czasopiśmie medycznym, New England Journal of Medicine. Poprawa była na tyle duża, że pozwoliła ponownie czytać litery, cyfry i słowa. Obraz jest jednak monochromatyczny. Technologia oddaje kształt, nie barwę. Bo gdy odbudowuje się wzrok od zera, najpierw zwraca się to, co ratuje samodzielność. Kolor jest luksusem widzenia i czeka w kolejce. Powoli przestaje być darem genetyki, a staje się obszarem świadomego projektowania, a wszystko, co można wybrać i kupić, w pewnym momencie staje się rynkiem.

Wróćmy więc do początku. Światło samo w sobie jest bezbarwne. Dopiero spotkanie z okiem zamienia je w czerwień, błękit i zieleń, a następnie w dolara, w błękit najpopularniejszego portalu i w sygnał „stop”. Newton nazwał promienie bezbarwnymi i miał rację: koloru nie ma w świetle, kolor jest w nas, a ściślej w interpretacji, którą tworzy nasz mózg. Państwo zajmują się tym zawodowo, tyle że pod inną nazwą, bo cena też jest interpretacją, nie właściwością rzeczy. Następnym razem, gdy zobaczymy logo, cenę albo flagę, warto pomyśleć: to nie ja wybrałem ten kolor. To ten kolor wybrał mnie.

Dołącz do nas

Akredytacje i partnerzy

logotyp hr
BAUHAUS4EU
EFMD
CEEMAN IQA
EAIE
CIMA
ACCA
ELA
PROGRES3